Advertisements

Łowcy bzdur, czyli Tech-Detox cz.3


Advertisements

Łowcy bzdur, czyli Tech-Detox cz.3

Na fali artykułów zaczynających się od przypomnienia, że jest nowy rok i że jest to rok 2017, pozwolę sobie zacząć podobnie. Otóż jest nowy rok i raczej warto uzbroić się w masę optymizmu, bo rok 2016 nie nastrajał bardzo dobrze do instytucji lat w ogóle. Uzbrajanie się w optymizm proponuję zacząć od problemów, ale na szczęście dość małych i z gatunku tych zadziwiająco łatwych do rozwiązania. Zatem dziś, zamiast globalnych zjawisk, zajmiemy się własnym dyskiem twardym, na przykładzie moich niedoli. Albowiem nabyłem drogą kupna laptopa… i się zaczęło.

Zrzuty ekranu

Znacie pewnie to uczucie, gdy coś nam przeszkadza, ale nie na tyle, żeby zmusić się do działania i to zmienić. Taka drobna codzienna uciążliwość. Jednak jeśli coś zdarza się codziennie, to warto się temu przyjrzeć. Ja tak miałem ze zrzutami ekranowymi. Jeśli się ich robi mało – jeden, czy trzy dziennie, to zasadniczo nie ma o czym mówić. Jeśli więcej, to rutyna – klawisz print screen, potem uruchamianie programu graficznego (nieśmiertelny Paint), wklejanie, przycinanie, zapisywanie. Wszystko to trwa STANOWCZO za długo. Wkurza to swoim bezmyślnym stopniem skomplikowania.

Ile ja lat tak robiłem zrzuty… Na szczęście ktoś mądrzejszy jakiś czas temu powiedział mi, żebym się nie wygłupiał tylko zainstalował darmowy program Lightshot (https://app.prntscr.com/pl). To trochę upokarzające zorientować się jak długo się robiło głupio. Z Lightshotem wszystko jest 100 razy łatwiejsze – od razu po naciśnięciu print screen możemy kadrować, zapisywać, opisywać, rysować, wysłać… Nie ma problemu.

Łowcy bzdur, czyli Tech-Detox cz.3

Rozmiar folderu

Jeśli chodzi o pojemność dysku, to historia dzieli się na trzy okresy: Praokres HD, Środkowy okres HD (zwany Złotym) i obecnie panujący okres Zmierzchu HD, zwany również okresem Wczesnego SSD.

W okresie pierwszym każdy megabajt był na wagę złota. Zawartość dysku trzeba było kompresować, wyrzucać każdy zbędny plik, dbać o system i Temp-y. Okres Złoty, w którym dysk 2 TB można kupić za równowartość 100 nie bardzo drogich piw, a nie samochodu, trwa w zasadzie do dziś. Nikt nic nie kompresuje, na dysku trzyma się pliki FLAC, miliardy zdjęć, których się nigdy nie obejrzy. Jednak okres Złoty szybko przechodzi w fazę SSD, w której znowu trzeba dbać o pojemność, bo drogo.

Nie ułatwia sprawy Windows 7, który pozwala na gromadzenie się na partycji systemowej mnóstwa śmieci – plików tymczasowych, niepotrzebnych wersji archiwalnych instalacji i mnóstwa śmieci. Zazwyczaj czyściłem to sprawdzając właściwości każdego podejrzanego katalogu (szczególnie ukryty AppData w katalogu użytkownika) – co trwało wieki. Oczywiście była nieskończenie łatwiejsza metoda, której zacząłem używać po latach ignorowania. Mała, darmowa aplikacja Folder Size (http://foldersize.sourceforge.net) pokazuje, co zajmuje najwięcej miejsca. Na systemowym SSD zamiast wolnych 6 GB, mam obecnie wolne 50 GB.

Lepszy YouTube

Jest wiele rzeczy, które mnie irytują na YouTube i kilku z nich nie umiem nadal rozwiązać. Na przykład tego, żeby spacja zawsze pauzowała wideo, a nie przewijała ekran w dół (a czasami tak się dzieje). Na szczęście są też kwestie rozwiązane. Na przykład kwestia adnotacji.

Adnotacje mnie totalnie irytują. Można je wyłączać ręcznie, ale one domyślnie są włączone i za każdym razem trzeba się ich pozbywać. Na szczęście istnieje plug-in do przeglądarki ImprovedTube (https://improvedtube.com), który robi dziesiątki rzeczy, których nie rozumiem, ale robi też kilka, które uwielbiam, na przykład domyślnie wyłącza adnotacje! O losie słodki! Plus – można wymusić dla każdego klipu określoną głośność, kodowanie, rozdzielczość i wiele innych parametrów. Dla mnie plug-in obowiązkowy.

Android

Nie, nie wkurza mnie cały Android. Irytują mnie konkretne kompilacje, a w nich najbardziej kwestie zużycia energii. Ja mogę przeboleć średnio udane UI, kiczowate kolorki czy ogólnie niską estetykę. Ja mogę wytrzymać niepotrzebne aplikacje i śmieci. Zniosę fakt, że nie mam absolutnie najnowszej dystrybucji – nie muszę mieć 6.0.1.1, przeżyję z 6.0.1. Natomiast jeśli system zaczyna zżerać prąd na potęgę, krew mnie zalewa

Czas pracy na baterii to dla mnie ważny życiowy fakt! Ja smartfonem płacę, ja mam w nim bilety na autobus, kontakt z matką, kontakt z dostawczynią pizzy, ciekawy gameplay, zdjęcia z wakacji, zdjęcia kotów… To są WAŻNE rzeczy.

Najbardziej irytuje fakt, że przecież można zrobić dobrą, energooszczędną wersję. Znalazłem odrobinę zmodyfikowaną wersję stockowego XEO dla Galaxy A5, która od wersji oficjalnej działała prawie dwa razy dłużej! Ja rozumiem – to nie jest dla wszystkich, trzeba używać narzędzi podobnych do Odina, szukać dobrych ROMów. Można stracić gwarancję, można nawet uszkodzić smartfon. Jednak jeśli wiesz co robisz, bądź masz doświadczonych i pomocnych przyjaciół, to gdzieś tam istnieje lepszy świat. Z lepszym oprogramowaniem.

Co Pan tu robi?

Jedną z rzeczy, która zadziwi każdego po przejściu na Windows 10, jest mnóstwo mechanizmów, które są dziwne. Są na pograniczu pomocy i marketingu. Nie mówię tutaj nawet o “identyfikatorze treści reklamowych”, on jest opisany dość dobrze, nie będziemy się nim zajmować. Mnie jakoś poruszyło to, że w moim menu Start pojawiły się rzeczy, których nie instalowałem.

Co to ma znaczyć? Sugerowane? Ze Sklepu Windows? To moje prywatne menu i proszę mi tu bez pukania nie wchodzić. Co to za pomysł w ogóle? Na szczęście można to szybko wyłączyć, wprawdzie nie znajdziemy tej opcji w ustawieniach prywatności, lecz w panelu kontrolnym Personalizacja > Start, ale dobre i to.

Śmiećware do widzenia

Każdy kto kupił nowy laptop przez to przechodzi. Zainstalowane “pomocne” programy. Nawet nie o to chodzi, że to samo zło, bo niektóre są naprawdę przydatne. Chodzi o ich liczbę. Jakieś dwa miesiące temu kupiłem nowy notebook i do tej pory co jakiś czas znajduję rzecz nadającą się do wywalenia.

Najgorzej, że niektóre programy uruchamiają się z systemem, zajmując RAM i niepotrzebnie zużywając energię. Ich wyłączenie nie jest tak bardzo oczywiste. Najszybciej robi się to, klikając prawym przyciskiem myszy na menu Start i wybierając pozycję Menedżer zadań i zakładkę Uruchamianie. Tam wybieramy aplikację, której nie chcemy uruchamiać i klikamy na Wyłącz. Proste i przyjemnie.

Dziękujemy za odwiedzenie tej strony internetowej, mam nadzieję, że ta technika News Post, który omawia Łowcy bzdur, czyli Tech-Detox cz.3 może zapewnić pewne korzyści dla Ciebie i dodaj swoją wiedzę na temat technologii.

Dziękuję bardzo… 🙂

Source link